Dziś rozpoczął sie drugi miesiąc roku szkolnego 2007/08. Co oznacza że za rok już do liceum :D, wiem że podzielacie moją radość. A co nasz czeka przed tym fantastycznym wydarzeniem? Pomijając egzaminy, olimpiady i mnóstwo nauki czeka nas wspaniały rok w ostatniej klasie.
Uwielbiam to, co mamy teraz, a co Francuzi nazywają „la retree”. Powrót. Ponowne wejście w tryby. Ruszyła machina bywania i (się) lansowania. Jest pretekst by rozejrzeć się za nowym płaszczem i wskoczyć w rajstopy. Kocham „la retree” bo kończy się bezustanne gadanie o wakacjach. Nie żebym ich nie kochała, ale nie da się nimi żyć przez cały rok.
W szkole przywitały nas mundurki. Czy słusznie? Skończyło się codzienne podejmowanie strategicznych decyzji, rozstrzyganie dylematów. Czy cztery cienkie ciuchy zarzucone jeden na drugi to jeszcze modne warstwy czy już wielowarstwowa porażka? Włożyć t-shirt z napisem? Włożyć, bo tak kusza trendy. Nie włożyć, bo z tekstu „Bamako Hotel Sex & Tequila” nauczyciel może wyciągnąć pochopne wnioski o naszych zainteresowaniach. Jaki odcień różowego lakieru czyni z nas beuty experta, a jaki niechybnie przesuwa do kategorii beuty victim? Czy to nas męczy? Właśnie że nie. Wprost przeciwnie. Żąglerka elementami wizerunku to czysta frajda. Więc po co te mundurki? Dla ludzi bez wyobraźni, którzy zajmują się polityką.
A ja? Dalej nie potrafię patrzeć na Kaczyńskich i się nie wściekać. Dalej nie umiem chemii. Może nie jestem fajna, bo nie potrafię upić się do nieprzytomności. Trudno, bywa. Nauczyła się żyć ze sobą. Mam cos, co daje mi siłę na każdy dzień. Bo każdy z nas, niezależnie od tego czy chodzisz boso, w szpilkach do Manolo, Pumach czy klapach Havaianas ma swoja pasje, coś co kocha. Tylko nie każdy potrafi z tego korzystać.

Aha, nie zapomnieć o wypiciu dwóch litrów wody dziennie.

Całuje,
Ania