No i przeżyłam swój debiut ;), nie ma to jak dawka stresu…mysałam że się wywale na tym parkiecie. A nie wspominając o mojej sukience…która się rozwaliła przed samym pokazem i trzeba była ja zszywać na moim ciele. A teraz marzę by dalej tanczyć…
Jednak jest szkoła, na której teraz się musze skupić, bo trzeba gdzieś pójść do liceum. Więc jestem na całoodobowym stresie i przy książkach :P
Im bardziej jestem szcześliwa tym mam gorsze oceny…to straszne! Bo nie wiem czy nie bede musiała czegoś poświęcić. Życie.
A może trzeba spojrzeć na to bardziej optymistycznie – spadł śnieg i teraz już wszytsko bedzie dobrze :D

Całuje,
A.